środa, 12 grudnia 2018. Imieniny Ady, Aleksandra, Dagmary

Ostrołęka: Ratują życie przez telefon

2015-03-07 15:39:47 (ost. akt: 2015-03-06 15:46:13)
- Praca jest stresująca, zwłaszcza kiedy jest kilka sygnałów naraz, telefony się urywają, ludzie zgłaszają tę samą sprawę po kilka razy – opowiada starszy kapitan Adam Tabaka, dyspozytor straży pożarnej.

- Praca jest stresująca, zwłaszcza kiedy jest kilka sygnałów naraz, telefony się urywają, ludzie zgłaszają tę samą sprawę po kilka razy – opowiada starszy kapitan Adam Tabaka, dyspozytor straży pożarnej.

Autor zdjęcia: Martyna Pliszka

Podziel się:

Dyspozytorzy odbierają setki telefonów dziennie, muszą być przygotowani na różne sytuacje, przede wszystkim ratowania życia, ale także na zgłoszenia, które okazują się głupimi żartami. Zdarza się, że rozmówca jest natrętny, przez kilka godzin wybiera numer ratunkowy, wcale nie oczekując pomocy – chce tylko pogadać. Często telefonujący traktują numer ratunkowy jak informację, pytają o telefony do szpitala, dyżury aptek, do której czynny jest market spożywczy, proszą o zamówienie taksówki. Telefony rozdzwaniają się zwykle po godz. 18, kiedy lekarze rodzinni już nie pracują, wtedy pacjenci dzwonią po pogotowie, unikając w ten sposób kolejek do specjalisty.

Dzwoniąc pod numer 112 dodzwonimy się do centrum w Radomiu, skąd mogą nas przekierować do Ostrołęki. Dzwoniąc pod 997, 998 i 999 kontaktujemy się z lokalnym dyspozytorem. Sami dyspozytorzy medyczni przyjęli w ubiegłym roku ok. 80 tysięcy zgłoszeń. Tylko w styczniu br. telefonów na numer 999 zarejestrowano blisko 4 000, w ponad połowie przypadków wysyłano karetki (prawie 100 wyjazdów dziennie). - Musimy w bardzo krótkim czasie uzyskać od rozmówcy najważniejsze informacje, co się stało, czy są ranni - żeby wiedzieć ilu wysłać ratowników i z jakim sprzętem, pod jaki skierować ich adres, w międzyczasie staramy się uspokoić rozmówcę i podjąć decyzję czy mamy do czynienia z przewlekłą chorobą i nagłym pogorszeniem zdrowia czy stanem zagrożenia życia – opowiada jeden z dyspozytorów medycznych.

Rozmówcę trzeba uspokajać,
aby dowiedzieć się więcej


W jednostce straży pożarnej dyżuruje 5 dyspozytorów, większość z nich ma kilkunastoletni staż pracy. Dyżury trwają 12 godzin, w tym czasie jedna osoba obsługuje 7 telefonów, stacjonarne łącze ze służbą leśną i zarządzaniem kryzysowym, z 60 jednostkami OSP na terenie powiatu i komendą wojewódzką. Do obsługi jest też system monitoringu obejmujący 23 obiekty. Dyspozytor musi być czujny. W tej pracy liczy się doświadczenie. - Człowiek na tym stanowisku musi być opanowany, umieć porozmawiać z człowiekiem, który np. krzyczy. Ważna jest umiejętność weryfikacji zgłoszeń, ocena czy dana osoba naprawdę potrzebuje pomocy – przyznaje starszy kapitan Adam Tabaka, który dyspozytorem jest od 12 lat.

Pomocy, mam
w domu szczura


Pożary to zaledwie jedna trzecia zgłaszanych interwencji, reszta to miejscowe zagrożenia. Coraz mniej, ale nadal przyjmowane są zgłoszenia do ściągania kota z drzewa. - Mamy ratownictwo zwierząt i pomagamy w takich przypadkach. Kiedyś miałem zgłoszenie od mężczyzny, który powiedział, że ma u siebie w domu szczura, że jego żona się boi i prosił o interwencję. Chyba był przekonany, że straż robi niemal wszystko i w takim przypadku też pomoże. Zdarzało się, że dzwonił ktoś komu skończyło się doładowanie na karcie – wspomina st. kpt. Adam Tabaka. Doświadczony dyspozytor potrafi rozpoznać kiedy ma do czynienia z głupim żartem, nasłuchuje odgłosów w tle, wyczuwa kiedy rozmówca zmienia głos. Do końca nigdy nie można być jednak pewnym z kim się rozmawia, zdarza się więc, że strażacy wysyłani są do akcji, które okazują się fałszywymi alarmami. System informatyczny na szczęście pomaga w selekcji takich zgłoszeń, jeśli żarty są nagminne, potrafi nawet zablokować dany numer. W tej sytuacji problem może mieć żartowniś, kiedy już naprawdę będzie potrzebował pomocy.

Niezbędny jest bagaż
doświadczeń i intuicja


W Centrum Dyspozytorskim przy ul. Celnej 11 w Ostrołęce, zatrudnionych jest 14 dyspozytorów medycznych, z czego dwóch to mężczyźni. Łącznie obsługują 6 powiatów: ostrołęcki, przasnyski, pułtuski, ostrowski, makowski i wyszkowski. Dyspozytorzy medyczni mają stosowne kwalifikacje do pełnienia obowiązków na swoim stanowisku. To wykształceni ratownicy medyczni oraz pielęgniarki systemu, którzy na bieżąco prowadzą ustawowe doskonalenie zawodowe. - To bardzo doświadczeni pracownicy pogotowia. Posiadają wieloletni staż pracy w systemie państwowego ratownictwa medycznego, dlatego też dysponują i posiadają bezpośredni nadzór nad zespołami ratownictwa medycznego w całym rejonie operacyjnym – opowiada Michał Dumała, pielęgniarz koordynujący i nadzorujący SPZOZ „Meditrans Ostrołęka” SPRiTS w Ostrołęce. Ponadto współpracują z takimi służbami jak straż pożarna, policja, pogotowie lotnicze i szpitalne oddziały ratunkowe. – Praca ta, to bezpośredni kontakt telefoniczny z pacjentem lub osobą wzywającą pomoc do poszkodowanego. Nie każdy może i chce być dyspozytorem, trzeba mieć do tego odpowiednie predyspozycje. Niezbędna jest umiejętność podejmowania szybkich decyzji, odporność na stres, opanowanie, odpowiedzialność – wymienia Michał Dumała.

Wykorzystują bezpłatny numer
do załatwiania prywatnych spraw


Tutaj nie podaje się nazwisk, tylko operuje kodami dyspozycyjnymi. Dyspozytor 02 od 34 lat jest pracownikiem pogotowia medycznego, dyspozytorem jest od 16 lat, to średnia wieku na tym stanowisku. - Najczęściej dzwonią ludzie pod wpływem alkoholu albo traktujący pogotowie jako środek transportu. Tym pierwszym zdarza się wybrać numer 999 kiedy siedzą nietrzeźwi np. na przystanku i nie wiedzą co ze sobą zrobić, nie mają z kim porozmawiać. Drugim wezwana karetka ma służyć jako środek lokomocji, kiedy nie mają jak dojechać do szpitala, mówią do ratowników, że skoro już przyjechali to niech zabiorą na oddział – to nawet jedna trzecia zgłoszeń. Najwięcej takich telefonów jest w dni świąteczne, wtedy nawet kiedy dostępny jest samochód, to nie ma kierowcy – mówi dyspozytor medyczny z Ostrołęki.

- Odbieramy telefony bardzo emocjonalne i te emocje również nam się udzielają. Staramy się opanować, uspokoić osobę po drugiej stronie słuchawki, pytamy jak się nazywa, ile ma lat, co się stało – kiedy w odpowiedzi słyszymy „A co Cię to obchodzi”, to sami się denerwujemy. Przecież nie zadajemy tych pytań dla ciekawości, mamy pewne procedury pozwalające ustalić priorytet wyjazdu. To ogromne emocje, zależy nam na tym żeby karetka dotarła na czas – tłumaczy jeden z ostrołęckich dyspozytorów medycznych. - Po powrocie do domu nie rozpamiętuję tego, co działo się w pracy. Potrzebuję jednak godziny wyciszenia, żeby oderwać się od tych wszystkich dźwięków, domownicy już się do tego przyzwyczaili.
(mp)

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB